[{"content":"Przed rozpoczęciem turnieju finałowego, obawiałem się, że czeka nas turniej bez historii. W swoich predykcjach pisaliśmy tylko o ćwierćfinałach, więc teraz już po fakcie mogę się przyznać, stawiałem, że Polska i Japonia uciekną dość daleko do przodu względem reszty stawki. Byłem niemal pewien, że to te dwie drużyny zagrają w finale i tylko zastanawiałem się, czy zdążymy dogonić, jak się wydawało, zbudowanych już i stabilnych Japończyków.\nJa akurat spodziewałem się zaciętego pojedynku USA - Japonia, i stawiałem Amerykanów w czołowej trójce turnieju. Japończycy nawet w końcowej części fazy interkontynentalnej potrafili męczyć się ze słabą w tym roku Kanadą, ale myślałem, że też dadzą radę się prześlizgnąć przez półfinał.\nI nagle do gry weszło USA.\nChciałbym tu przypomnieć, że ostatni w ogóle mecz fazy interkontynentalnej to było spotkanie Polska USA, stosunkowo gładkie 3:0, bez historii. A wynik miał znaczenie dla obu drużyn, bo tam naprawdę dużo jeszcze było na szali jeśli chodzi o seeding turnieju finałowego, więc nie można mówić o oddaniu spotkania.\nOd razu powiem, że nie jestem w stanie powiedzieć co właściwie stało się z USA, że udało im się tak drastycznie podnieść poziom, w tak krótkim czasie. Może po prostu trener Karch Kiraly (swoją drogą, najpotężniejszy syn koleżanki twojej starej jeśli chodzi o osiągnięcia siatkarskie) ma jakiś magiczny sposób na łapanie formy we właściwym momencie, może ich dyspozycja w ciągu tych kilku dni to przypadek, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze. Z racji na to, że Amerykanie byli największą pozytywną niespodzianką i mieli najciekawszą ścieżkę w turnieju, to właśnie przez ich pryzmat chcę spojrzeć na te rozgrywki.\nBo patrząc na drugą stronę medalu: drużyny, które “zawiodły”, czyli Japonię i Włochy, to są dwie ekipy, które zderzyły się właśnie z amerykańską ścianą. W tym momencie mogę poklepać się po pleckach i zaznaczyć, że ćwierćfinałowe zwycięstwo USA nad Włochami mnie akurat nie zaskoczyło, taki wynik przewidywałem i to nawet na łamach prestiżowego portalu dziadcast. Zaskoczyła mnie za to różnica poziomów. Oczekiwałem dwóch drużyn z wyraźnymi słabościami, meczu na średnim poziomie i wymęczonego zwycięstwa tych, którzy akurat będą mniej słabi. USA miało inne plany.\nNie będę tu w szczególe opisywał tego meczu, bo trochę nie ma o czym pisać. 14 asów w trzech setach (chociaż umówmy się, na Lavii nie było szczególnie trudno tego dnia ugrać punktu zagrywką), Anderson 67% w ataku, Hanes 59%, trzy do zera w setach - czego chcieć więce?. A u Włochów Lavia bez formy, brak Michieletto bardzo odczuwalny i nie dali rady się postawić.\nPotem przyszło starcie z Japonią, już sporo ciekawsze. Przez długie fragmenty wydawało się, że Japonia, nawet z Ranem grającym mocno poniżej możliwości, nie da sobie wyrwać tego meczu. Ishikawa w końcu zagrał przyzwoity mecz, Nishida długo śmigał pod rękami bloku lub ratował się kiwkami i grą z blokiem. Amerykanie nadal serwowali niesamowicie, ale tym razem “tylko” 7 asów - jednak klasa linii przyjęcia przeciwnika, to jest ukryty parametr wpływający na liczbę punktujących zagrywek.\nAle koniec końców to Amerykanie mocą na skrzydłach i właśnie w polu serwisowym zrobili różnicę wystarczająca wygrać mecz w pięciu setach. Znowu trzeba pochwalić Andersona i Hanesa, którzy trzymali ofensywę tej drużyny, zwłaszcza ten drugi zaskoczył wysokim poziomem i śmiało można mówić o turnieju życia w jego wykonaniu.\nStatystyki fajnie pokazują historię zderzenia drużyny ofensywnej z defensywną: Amerykanie mają przewagę w każdym “pozytywnym” elemencie gry i w bloku, który często chodzi w parze z zagrywka. Japończycy prowadzili tylko w liczbie obron i punktów po błędzie przeciwnika. Podobnie to często wygląda w meczach tenisowych, przynajmniej tych wyrównanych: większa liczba winnerów, zazwyczaj idzie w pakiecie z większą liczbą niewymuszonych błędów. To po prostu ryzyko, które trzeba wrzucić w koszty. W tym meczu wygrała ofensywa.\nI teraz można tym amerykańskim jockom powiedzieć pick on someone your own size, bo przyszedł czas na starcie z reprezentacją Polski. I może nawet wielkie liczenie centymetrów na boisku dałoby delikatną przewagę USA, to nie jest to nic o czym warto pisać do domu. Więc w końcu dostali drużynę z podobnym potencjałem fizycznym, w mocnym składzie, dobrej formie i po prostu przyzwyczajoną do wygrywania. W dodatku drużynę, która dopiero co gładko ich złoiła 3:0.\nAle tym razem w ogóle nie było gładko. Fakt faktem, rzecz jasna udało się i mamy kolejne złoto VNL, ale wymagało to niepierwszego już zresztą świetnego wejścia z ławki Kamila Semeniuka, pięciu asów i wielu bardzo trudnych zagrywek Fornala, oraz przejścia na niestandardowy system grania z Leonem na ataku. Szkoda swoją drogą Bołądzia, bo cały VNL zagrał super, ale w finale nie podołał. Aż się ciśnie na usta słynny cytat z Leszka Millera…\nAmerykanie znaleźli na niego sposób, którym moim zdaniem było rozregulowanie wystaw Komendy potężną zagrywką utrudniającą przyjęcie. Gorsze rozegranie (mniej możliwości gry środkiem, niższa dokładność) pozwoliłą naszym przeciwnikom na wyblokowywanie wielu ataków (McHenry zaliczył 6 wybloków, świetny wynik), a z tyłu był Erik Shoji, który zostawił za sobą słaby sezon w Resovii i zanotował w tym meczu 12 obron.\nW USA za to do grającej cały turniej genialnie dwójki Anderson + Hanes dołączyła tajna broń ukrywająca się na widoku przez cały ten czas, czyli Merrick McHenry. Gość ma w nogach taką windę, że w trakcie meczu atakuje z pułapów nieosiągalnych dla wielu zawodników nawet w sytuacji gdy nie muszę szukać piłki, tylko skaczą najwyżej jak potrafią. Do finału miał bardzo cichy turniej, za to w samym finale zrobił 14 punktów z czego 11 atakiem, a przytrzymaliśmy go mocniej dopiero w tie breaku.\nChłop zaliczył kilka ataków z pułapu powyżej 340cm, a przy najwyższym osiągnął 359cm - niesamowity widok, gdy ma kostki na poziomie dolnej taśmy siatki. Warto zobaczyć próbkę jego umiejętności\nDobrze również wspomnieć o sytuacji z końcówki trzeciego seta, gdzie ekspresyjnie cieszący się z bloku McHenry (jak widać, był ważnym graczem w meczu pod wieloma względami) rozciął łuk brwiowy Andersonowi. Przy wyrównanym stanie punktowym, można by się spodziewać, że taki cios osłabi drużynę USA - ale DeFalco, który wszedł awaryjnie za Andersona, najpierw zanotował wyblok, a potem fantastycznie przyjął bardzo trudną zagrywkę, co dało jego drużynie dwa ważne punkty, i doprowadziło do wygrania tej partii.\nSam nie jestem do końca fanem tego systemu pod tytułem “gramy krótką w zwolnionym tempie, ale za to z trzeciego piętra”. Wystawy do McHenry’ego są ewidentnie wolniejsze niż do większości środkowych, jest to koszt, który rozgrywający płacą za precyzyjne dostarczanie piłki na odpowiednią wysokość. To może trochę utrudniać granie pajpa i zdecydowanie utrudnia granie “nakładanych” piłek gdzie na małej przestrzeni znajdują się środkowy i lewoskrzydłowy. Rozregulowuje też rozgrywającego, co było widać na tym turnieju kilkukrotnie jak Christenson przerzucał piłkę nad Averillem do nikogo.\nW finale spotkały się dwie drużyny serwujące potężnie, w asach skończyło się na 8:4 dla Polski, ale oglądając mecz byłem przekonany, że to Amerykanie są groźniejsi w polu serwisowym. Zabawne za to, że mimo tych wszystkich kanonierów na boisku, to właśnie przy floatowej zagrywce Komendy i dobrej grze blokiem zdecydowały się losy tie breaka i, co za tym idzie, tytułu. Polska gurom.\n","date":"2026-08-08T15:50:00+01:00","image":"/p/vnl-summary/merrick-jumper.png","permalink":"/p/vnl-summary/","title":"Liga Narodów mężczyzn - podsumowanie"},{"content":"No i proszę, pierwszy dzień turnieju finałowego, i już mamy niespodziankę. Tą niespodzianką był opór, jaki Chińczycy stawili Japończykom. Wniosek nasuwa się sam - faworyci po przeczytaniu naszego tekstu za bardzo się rozluźnili, czym sprowadzili na siebie niemałe kłopoty. Chiński rozgrywający Wang zwłaszcza na początku grał krótką ze wszystkiego, co się dało, ale czym innym mogłaby grać reprezentacja Państwa Środka?\nPo dwóch zaciętych setach (pierwszy był nawet wygrany!), spuścili nieco z tonu. Zdołali powalczyć w czwartym secie, ale przejście linii przy zagrywce przy wyniku 23-23 dało Japończykom piłkę meczową, którą asem serwisowym wykorzystał Tomita. Trzeba oddać Chińczykom, że stworzyli świetne widowisko.\nWe wcześniejszym spotkaniu Słowenia pokonała 3-0 Turcję, ale wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu zdarzeń. Drugi i trzeci set były kończone na przewagi, kolejno 35-33 oraz 39-37. Skoro jedno z przewidywań już nam się nie sprawdziło, co czeka nas jutro?\nWłochy Czwarte miejsce Włochów przed turniejem finałowym trudno traktować jako tragedię. Faza zasadnicze VNL zdecydowanie nie jest najważniejszym etapem sezonu reprezentacyjnego, De Giorgi sporo porotował składem, a wejście do final eight i tak zapewnili sobie całkiem swobodnie. Za to styl, w jakim dojechali do tego czwartego miejsca może już dawać jakieś powody do zmartwień.\nZacząłbym od tego, że to naprawdę nie był mocny sezon VNL: Brazylia z roku na rok coraz słabsza, Bułgaria mocno poniżej oczekiwań, Kuba zaczęła grać w siatkówkę dopiero w ostatnim turnieju, Francja w przebudowie, Serbia w przebudowie - naprawdę długo można by wyliczać ekipy, które były mniejszym zagrożeniem niż zwykle. I na tym tle Włosi zakończyli fazę interkontynentalną z 8 zwycięstwami, 4 porażkami i 30:18 w setach. W dodatku Słowenia, która również jest w przebudowie, przeskoczyła ich w rankingu.\nProblemy moim zdaniem są dwa i zacznę od bardziej oczywistego i nie do rozwiązania. Mimo niesamowitej puli talentów i teoretycznie szerokiej ławki, są w tej reprezentacji gracze niezastąpieni: konkretnie Giannelli i Michieletto. Gdy któregoś z nich brakuje, to nie da się tej dziury załatać. I trudno się dziwić, jak “jedynką” jest prawdopodobnie najlepszy na świecie gracz na danej pozycji, to nie można oczekiwać, że zmiennicy będą w stanie wypełnić te buty. I o ile Giannelli już jest w składzie i prawdopodobnie będzie grał świetnie, o tyle Michieletto zabraknie i Włosi będą musieli sobie radzić bez niego.\nI druga sprawa, bardzo dziwny system zbudowany przez De Giorgiego. Z zewnątrz to wygląda tak jakby chłop miał dwa tryby: albo gramy wszystko żelazną szóstką i wyciskamy tych chłopaków do suchości, albo rotujemy składem tak szeroko, że w sumie nikt już nie wie kto jest w kadrze, a kto nie. I to tylko zwiększa ten i tak istniejący rozjazd między pierwszym składem, a zmiennikami.\nZa to widać jakiś wyraźny wzrost jakości na środku. Włochy de Giorgiego nigdy nie były drużyną specjalnie skupioną na środku siatki. Środkowi zawsze grali floata, w ataku byli mało obecni, a w bloku wypełniali zadania taktyczne, ale rzadko kiedy pokazywali coś spektakularnego. Mam wrażenie, że to się właśnie zmienia za sprawą pary Sanguinetti i Mati - ten drugi to jest w ogóle rocznik 2006, jak zdrowie dopisze, to może śmiało zostać w tej kadrze na 15 lat. Bardziej obecni w ataku, groźni na zagrywce, wciąż robiący swoje w bloku. Jeśli to na nich postawi de Giorgi, to mój hot take jest taki, że Włochy będą miały najmocniejszy środek siatki w turnieju.\nMocne strony Najlepszy rozgrywający na świecie Zadziwiająco groźni zawodnicy na środku siatki Dwóch wybitnych libero w składzie USA Amerykanie mają chyba najsilniejszą fizycznie drużynę na turnieju finałowym. Solidna siłowa siatkówka, z potężnymi armatami na skrzydłach, mocnym blokiem i do tego jeszcze dochodzi naprawdę świetny duet rozgrywających. Nie wiem już do końca co się tam dzieje jeśli chodzi o budowanie składu na Los Angeles i czy 39-letni dziś Matt Anderson ma w tej kadrze docelowo zostać aż do 2028, ale to już nie mój problem.\nNa dziś, forma na pewno jest jeszcze wystarczająca żeby grać na światowym poziomie. Chociaż chyba bardziej warto skupić się na drugim skrzydle, bo tam jest jeszcze ciekawiej. Hanes zagrał naprawdę solidną fazę interkontynentalną, w meczach, w których miałem go oglądać spisywał się naprawdę dobrze, w statystykach punktowych też nie jest źle. Warto też wspomnieć o 210 cm wzrostu, które na pewno nie przeszkadzają w grze, do tego na zmianie jest Hartke, który jest jeszcze o centymetr wyższy i też pokazał się nie najgorzej. W połączeniu z duetem rozgrywających Christenson i Ma’a to jest chyba najmocniejsza podwójna zmiana w turnieju.\nJeśli jakaś nie do końca przygotowana, albo po prostu mająca gorszy dzień drużyna ma odbić się od ściany, to Amerykanie są świetnym kandydatem do pełnienia roli ściany. Z tymi skrzydłami są w stanie wykręcić naprawdę dobrą skuteczność na sytuacyjnych piłkach i utrzymywać się w grze nawet przy nie najlepszym przyjęciu.\nMocne strony Atak z obu skrzydeł Bardzo silna podwójna zmiana Zespół bez wyraźnych słabych punktów Predykcja Jak na starcie 4 z 5 miejscem przystało, nie jest łatwo wytypować zwycięzcę, ale coś czuję, że Włochy w obecnej dyspozycji mogą się odbić od amerykańskiej ściany, w fazie interkontynentalnej co prawda wygrały Włochy, a ostatni mecz USA to srogie lanie od Polski, ale i tak zostaję przy swojej intuicji.\nNie będę potężnie zdziwiony, jeśli tak się potoczy to spotkanie, ale jednak miło byłoby zobaczyć powtórkę finału Polska 3 - 0 Włochy z tamtego roku. Można by się też w ten sposób odpłacić za przegrany półfinał MŚ.\nPolska O składzie naszej reprezentacji przewijało się mnóstwo tekstów w niszowych publikacjach, takich jak Przegląd Sportowy czy Polsat Sport, a więc pora i na nas.\nNa rozgrywaczy (a może bardziej styl gry narzucany przez trenera) można narzekać, ale jak Komenda się rozruszał po wakacjach to zaczął trzymać poziom, zdarzyły się nawet jakieś wrzutki na środek ze stosunkowej głębi boiska. Pozycja przyjmujących nadal potężnie obsadzona, z zapasowymi opcjami ofensywnymi (Szalpuk) i defensywnymi (Śliwka). Na tej pozycji nie spodziewam się żadnych problemów, patrząc na to, ile mamy opcji wysokiej jakości. Linię przyjęcia uzupełnia Popiwczak, który od pewnego czasu nie zawodzi.\nW Bołądzia zacząłem wierzyć po tegorocznych play-offach ligowych i w kadrze na razie spełnia oczekiwania - raczej nie schodzi poniżej dobrego poziomu, a zdarzają mu się mecze wybitne, gdzie notuje okolice 70-80% skuteczności w ataku. Jest graczem bardziej siłowym niż technicznym (co nie znaczy, że jest jakimś muminem - po prostu balans przesunięty w stronę armaty), przydałby mu się zmiennik o innej charakterystyce. Nadal nie wiem, czego możemy spodziewać się po Sasaku, który stracił dużą część sezonu ligowego przez kłopoty z barkiem, ale Grbić ufa mu bardziej, niż zdrowym Gomułce czy Nasewiczowi - lub chce go zbudować na Mistrzostwa Europy.\nJakbym miał upatrywać słabszego punktu na którejś z pozycji, byłby to środek. Z powodów zdrowotnych w składzie brakuje 3 przedsezonowych pewniaków (Bieniek, Huber, Kochanowski). Ostatni z nich może wróci na ME, ale na razie nie jest gotowy do gry. Pod ich nieobecność błyszczy Lemański, ale nie wiem czy nie spękają Jakubiszak czy Nowak. Słabsze dni mogą zdarzyć się każdemu, ale tutaj teraz nie mamy aż takiej głębi składu jak na przyjęciu - zwłaszcza, że czwarty środkowy (Majchrzak) jest graczem rezerwowym i będzie wpisany do składu tylko jeśli ktoś inny wypadnie. Jednak nadal to słabszy punkt tylko w porównaniu do reszty pozycji, a mamy na tyle doświadczonych rozgrywających, żeby nie było problemu z ukryciem słabiej grającego zawodnika w danym dniu.\nCiekawsze kwestie:\nKto obok Fornala na przyjęciu? Z Kamilem Semeniukiem w formie, Leon mógłby wchodzić jako zadaniowiec na zagrywkę. Pewnie nie zaszkodziłoby mu trochę więcej odpoczynku Kto do pary na środek z Lemańskim? Ja mimo wszystko stawiam na Jakubiszaka, wydaje się mieć stabilniejszy poziom, a Grbić to ceni. Ale w razie problemów, nie będzie wahał się ze zmianą. Aż trudno sobie wyobrazić, żeby Semeniuk w tej formie miał nie wychodzić w pierwszym składzie, ale mamy takie bogactwo, że jest na to szansa. Na środku na pewno bez Bieńka i Kochana potencjał ofensywny jest trochę mniejszy, ale aż tak się tym nie martwię. Z tymi skrzydłami wystarczy “wysoki na środek” niczym “gruby na bramę” na boisku szkolnym i jak zrobią swoje w bloku, to powinniśmy spokojnie dojechać do finału.\nMocne strony Chyba najmocniejsze obecnie zestawienie przyjmujących na świecie Siła ognia na skrzydłach Styl rozegrania dobrze pasuje do atakującego Bołądzia (wysoka, dokładna piłka, zamiast przyspieszonej wystawy) Ukraina Zgodnie z oczekiwaniami powrót Płotnyckiego sporo im dał, w końcu to podstawowy zawodnik najmocniejszego klubu świata. Patrząc na same składy, to może jeszcze Semeniuk łapie się na zbliżony poziom do polskiej ekipy (częściowo przez wspomniane problemy na środku). Sam Płotnycki nawet w słabszych pod względem ataku meczach dawał drużynie dużo w innych elementach. Chociażby w przegranym ostatecznie spotkaniu z Turcją zanotował 13 obron i 65% pozytywnego przyjęcia - bez popełnienia błędu. Parę przyjmujących uzupełnia Dmytro Janczuk, którego wczoraj wspomnieliśmy w kontekście punktowych zagrywek.\nJurij Semeniuk potrafi wziąć ciężar gry w swoje potężne łapy, zdobył w kilku meczach VNL powyżej 10 punktów. Ale nie mają na środku drugiego pewniaka - Szczurow bywa trochę elektryczny, rozgrywający rzadziej podłącza go do gry, a brakuje mu też niewygodnej zagrywki.\nPod koniec przedostatniego meczu wynikła nieprzyjemna sytuacja z przesadzoną reakcją atakującego Wasyla Tupczija, który po nieudanej akcji bardzo ekspresyjnie wyrażał swoje pretensje do Ilji Kowalowa. Można by się spodziewać, że kryzys został już zażegnany - obaj panowie znają się z klubu, a Ukraina wygrała kolejne spotkanie, ale jednak sam Tupczij nie zagrał w nim dobrze i zszedł już w trakcie pierwszego seta. Na pewno dobrze będzie zwracać uwagę na relacje między zawodnikami.\nMocne strony Płotnycki zawsze dużo daje w zagrywce, kiedy ma dobry dzień w ataku potrafi ponieść drużynę Zespół jest na fali Wielu zawodników zna się z zawodnikami z Polski przez grę w Plus Lidze Predykcja W tym roku Ukraina potrafiła sprawić niespodzianki - w drugim turnieju ogoliła Włochów do zera, a Brazylijczykom oddała tylko jednego seta. Będą walczyć, ale spodziewam się, że może im zabraknąć samej czystej jakości na cały mecz.\nPodsumowanie Ledwo zaczęliśmy coś publikować, a już rzucamy dość skuteczne klątwy. Japończycy przegrali seta z Chinami, a chwalony przez nas Ishikawa dość szybko zakończył swój udział w meczu. Planinšič, zwłaszcza na początku meczu, był dosłownie antytezą zawodnika z naszego tekstu, miał ogromne problemy z precyzją wystawy i naprawdę nie ułatwiał kolegom gry. A w Mujanoviću były dwa wilki: pół meczu zagrał genialnie i trzymał ofensywę Słowenii, ale jak tylko dostał 1-2 bloki, to odcięło go całkowicie i do meczu już nie wrócił - Soli mógł żałować, że nie ma zmiennika na tej pozycji. Nawet zakończenie meczu skutecznym blokiem nie zmienia tego smutnego obrazu końcówki meczu.\nZostaje tylko czekać na jutrzejsze mecze. Ciekawe kogo skutecznie przeklęliśmy tym razem, a kto okaże się odporny.\nScreenshot ze strony volleyball.world, organizatora VNL\n","date":"2026-07-29T19:50:00+01:00","image":"/p/vnl-quarterfinals-2/schedule.jpeg","permalink":"/p/vnl-quarterfinals-2/","title":"Liga Narodów mężczyzn - drugi dzień ćwierćfinałów"},{"content":"Tegoroczna faza interkontynentalna VNL pozostawiła sporo do życzenia. Poziom sportowy był taki sobie, dół tabeli mocno odstawał od reszty, sporo reprezentacji kojarzonych jako mocne jest w głębokiej przebudowie i te growing pains były widoczne na boiskach. Na domiar złego gospodarz turnieju finałowego zajął ostatnie miejsce i jest ewidentnie najsłabszym zespołem w rozgrywkach. Jedyną drużyną, która w fazie zasadniczej pokazała wysoką formę jest Japonia.\nNarzekanie jak na Dziadcast przystało\nJednak turnieje finałowe rządzą się swoimi prawami, a kto miał dołączyć do składu na tegoroczny sezon reprezentacyjny już tu jest. Wszyscy uczestnicy będą w pełni zmobilizowani, sporej części ekip dawno nie było na takim etapie żadnego, a przynajmniej w niektórych meczach, dostaniemy kawał dobrej siatkówki. Więc czego możemy się spodziewać po pierwszym dniu ćwierćfinałów?\nSłowenia Słowenia zawsze miała w sobie coś z underdoga. Może to kwestia tego, że to po prostu malutkie państewko z populacją niewiele większą od Warszawy, ale nawet jak to ich defaultowe potężne pokolenie było u szczytu mocy i grało na wszystkich turniejach niemal żelazną szóstką, to odczuwałem do nich jakąś sympatię.\nTeraz, gdy są głęboko w procesie wymiany pokoleniowej, która wydawała się zadaniem praktycznie niewykonalnym, są chyba jeszcze większym i łatwiejszym do lubienia underdogiem. Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że na ostatkach jedzie już praktycznie cała pierwsza szóstka, a jedynym zawodnikiem światowego kalibru, który zostanie na dłużej będzie Rok Možič.\nA teraz po fazie interkontynentalnej VNL trudno się nie zastanawiać co Ropret robił przez tyle lat w pierwszym składzie, jak w odwodzie cały czas był Planinšič, który może w elementach bloku i zagrywki daje trochę mniej, ale w rozegraniu jest po prostu lepszy i nie destabilizuje zespołu.\nNa skrzydłach do Možiča dołączył Nik Mujanović, który niedawno wchodził w reprezentacji najwyżej na podwyższenie bloku czy podwójną zmianę, a w tej edycji VNL jest najlepiej punktującym zawodnikiem spośród tych, którzy zagrają w final 8 (wyprzedzili go tylko A. Nikolov i Reggers). I jasne, nie można tych statystyk traktować zbyt poważnie: wielu najlepszych nie miało szansy nabić sobie indywidualnych liczb, bo nie grali w jednym czy dwóch turniejach VNL, ale wciąż wysoka liczba dobrze świadczy o formie.\nCiekawe jest też to, że przy tych zmianach kadrowych zmienia się też trochę charakterystyka zespołu. Słowenia z drugiej Francji, czyli zespołu świetnego w obronie, sporo kiwającego i grającego taką cwaną siatkówkę, staje się składem bardziej siłowym, grającym na zasięgu i bardziej skutecznym na wysokiej piłce. Jednocześnie nie stracili całkiem polotu, a z Možičem na boisku potrafią też popłynąć na emocjach i złapać momentum po wygraniu dłuższej wymiany.\nMocne strony Mujanović, który jest w świetnej formie Ogólnie moc rażenia na skrzydłach, zwłaszcza na sytuacyjnej piłce przy założeniu że Možič i Mujanović będą jednocześnie na boisku Zadziwiająco duży spokój na rozegraniu wprowadzony przez Planinšiča Turcja Myślę, że śmiało można powiedzieć, że dostanie się Turcji do final 8 to niespodzianka. Ja na pewno się tego nie spodziewałem, chociaż chyba mam tendencję do niedoceniania tego zespołu. Adis Lagumdzija rok po roku notował świetne sezony klubowe, ale nie potrafił tego przełożyć na reprezentację. Poza nim trudno było szukać zawodników na choć trochę zbliżonej półce. Więc po kilku sezonach na zasadzie “może teraz coś ugrają” od jakiegoś czasu już przestałem na to liczyć. I nagle coś się ruszyło.\nI nie wiem czy to nagłe doinwestowanie części ligi (chociaż wątpię, bo jednak drużyny budowane bardzo mocno na importach, sezon albo dwa ściągania czołowych zawodników nie nadrobi braków systemowych), czy po prostu szczęśliwy traf w słabszym roku VNL, ale nawet jeśli, to i tak jest jakaś poprawa.\nWracając na moment do Lagumdziji, jak pochwaliłem Mujanovića, to muszę też zaznaczyć, że Adis jest tuż za nim w rankingu punktujących, dzieli ich tylko 8 punktów. Z roku na rok coraz lepiej wygląda też Yenipazar, już raczej rzadko przeszkadza swoimi wystawami kolegom z drużyny, często uruchamia środek, jest też groźny z drugiej piłki (i to bardziej dla przeciwników niż dla siebie samego, bo wcześniej bywało z tym różnie). Jak na zawodnika już nie najmłodszego, to zrobił naprawdę fajny progres w paru ostatnich latach.\nCiekawostka ze statystyk VNL: Bedirhan Bülbül jest drugim najlepiej blokującym zawodnikiem VNL, a z tych, którzy będą mieli okazję zagrać w turnieju finałowym, to już top 1. Zawsze uważałem tego środkowego za lepszego w ataku niż w bloku, a tu niespodzianka. W ogóle jeśli chodzi o taki czysty eye-test, to tureccy środkowi nie wyglądali nigdy zbyt imponująco w bloku, ale może tak po prostu musi być, gdy po twojej prawej stronie skacze gigant Lagumdzija. W liczbach bardzo dobrze wypada też turecki libero, zarówno jeśli chodzi o obronę jak i przyjęcie, ale ja szczerze powiedziawszy tego nie widzę, może nie oglądałem meczów dość dokładnie. Mam też swoje obiekcje co do prowadzenia statystyk przyjęcia, ale o tym kiedy indziej.\nNo i pozostaje jeszcze słoń w pokoju: do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy w składzie na final eight nie pojawi się Efe Mandiraci, zawodnik który nie zagrał w ani jednym meczu w tegorocznym VNL, a zarazem jest talentem z potencjałem na drugiego tureckiego zawodnika klasy światowej (może trochę jeszcze wcześnie na takie deklaracje, ale już nieraz pokazał, że możliwości ma ogromne). Gdyby był dostępny i był w formie jaką pokazywał w dwóch ostatnich sezonach, to Turcja miałaby większą szansę powalczyć. Bez niego może zabraknąć na lewym skrzydle bardzo potrzebnej przeciwwagi dla Adisa Lagumdziji.\nMocne strony A. Lagumdzija, który jak się wydaje w końcu dojechał z formą na reprezentacyjne granie Dużo punktujący środkowi, zwłaszcza Bedirhan Czołowy libero obecnego sezonu VNL (jeśl wierzyć statystykom) Predykcja Słowenia jest moim zdaniem całkiem wyraźnym faworytem tego meczu, może z Mandiracim, który magicznie znalazłby formę życia Turcja byłaby w stanie postawić większy opór, ale Słowenia jest mocna, Słowenia jest na fali i Słowenia wydaje się być w fajnym miejscu jako zespół, nie widzę u nich za dużo pretensji i szukania winnych między sobą, dlatego też wydaje mi się, że śmiało mogliby się podnieść po pechowo przegranym secie. O Turcji już tego samego nie mogę powiedzieć. Słowenia jest w ogóle dla mnie czarnym koniem tego turnieju, jakby nie byli po naszej stronie drabinki, to wieszczyłbym im finał, a tak to najlepsze co mogę zrobić to trzecie miejsce.\nJaponia Rok temu, w pierwszym sezonie pod wodzą trenera Laurenta Tilliego, Japonia spisała się poniżej oczekiwań. Porażka w ćwierćfinale VNL z będącą wtedy w niesamowitej formie reprezentacją Polski hańby nie przynosi (chociaż oczekiwania są zawsze wyższe), ale w ostatnim secie zostali już złamani i przegrali do 12. Po takim dotkliwym laniu nie zdążyli się pozbierać na mistrzostwa świata, gdzie wygrali tylko ze słabą Libią. Odpadli już po fazie grupowej, dając się wyprzedzić reprezentacjom Kanady i Turcji. I to już musiało zaboleć (nie ich jedynych, bo w fazie grupowej odpadli również Francuzi, którzy rok wcześniej drugi raz z rzędu zdobyli złoto olimpijskie, czy nasza ulubiona wIeLKa BrAzyLiA, ale to temat na osobny artykuł).\nNa początku tegorocznych rozgrywek czysto wizualnie nie sprawiali wrażenia niesamowicie silnej drużyny - na pierwszym turnieju mieli już większość podstawowego składu, ale z naszą w większości rezerwową reprezentacją prześlizgnęli się po tie breaku. No i tak prześlizgiwali się przez cały VNL, połowę spotkań zakończyli tie breakiem, ale każde zwycięsko - jako pierwsza męska drużyna w historii Ligi Narodów zakończyli fazę interkontynentalną bez porażki.\nTradycyjnie ich siłą jest zorganizowanie w obronie, a jeśli chodzi o siłę rażenia, zdecydowanie lewe skrzydło wydaje się być w najlepszej formie. Yuki Ishikawa wrócił do dobrej gry po słabszej końcówce sezonu klubowego, wynikającej z kontuzji, a Ran Takahashi swój świetny poziom po prostu utrzymuje - obok Dmytro Yanchuka zanotował najwięcej asów serwisowych w pierwszej fazie VNL, a w rankingu punktujących jest na 5 miejscu. Atakujący Yuji Nishida nie zawsze potrafił nawiązać do swojej formy sprzed dwóch lat, więc w razie kłopotów na prawym skrzydle można spodziewać się zmiany na Kento Miyaurę.\nZe zmianą na ataku w Japonii mam taki problem, że jest tam dwóch zawodników o bardzo podobnej charakterystyce. Niby fajnie, bo jak jeden z nich nie ma dnia, albo ma problemy zdrowotne, to łatwo na to miejsce wprowadzić zmiennika. Za to jak przeciwnik stworzy sobie sytuację do dobrej gry blokiem i Nishidzie będzie raz za razem wracało pod nogi, to z Miyaurą prawdopodobnie sytuacja będzie niemal identyczna, nawet nic nie trzeba zmieniać.\nPozycja libero jest obsadzona chyba najmocniej na świecie (nie ta z 7. strefy, chociaż sympatia do Diabła u nas jak u Stonesów) - Yamamoto i Ogawa obaj niesamowicie bronią. Dość powiedzieć, że Kazuma Sonae, który w minionym sezonie klubowym zrobił furorę w Chełmie zostając najlepiej przyjmującym Plus Ligi, nie zadebiutował nawet w VNL. W statystyce broniących wyżej od obu jest wspomniany Ran, chociaż to skutek taktyki trenera - obaj libero występowali mniej więcej po równo w tegorocznych meczach (nawiasem mówiąc, bardzo niecierpliwie czekam na duet Takahashi \u0026amp; Ogawa w Lublinie).\nMocne strony Organizacja gry Lewe skrzydło Obrona Chiny Trudno napisać coś więcej o tej drużynie - spisali się najgorzej w całej stawce, punkty zdobyli tylko zwycięstwem nad Kubą oraz tie-breakiem wyszarpanym Słowenii. Heynen pewnie robi co może, ale na efekty trzeba dłużej poczekać, i trzeba by wprowadzić system szkolenia młodzieży (a kolejną kwestią jest popularność samej dyscypliny, czy ludzie po prostu sami z siebie chcą grać w siatkę).\nNie podoba mi się fakt, że jako organizatorzy turnieju finałowego są automatycznie chronieni przed spadkiem z Ligi Narodów - biedna Kanada z przegranymi 7 tie breakami będzie musiała za rok walczyć o powrót. Generalnie zgadzam się z przywołanym wyżej Jakubem Bednarukiem, że niestety w tym wypadku gra kasa, a bardziej sprawiedliwe byłoby gdyby jako organizator turnieju finałowego mieli w nim pewne miejsce, ale nie byli chronieni przed spadkiem. Można by jeszcze wymyślić regułę, że mają ostatnią szansę na ratunek przez wygranie tego turnieju finałowego - aż tak duże zaskoczenia w siatkówce na tym poziomie się raczej nie zdarzają, ale byłby to przynajmniej last dance z sercem.\nJednym z graczy, który zwrócił moją uwagę, był Yuantai Yu - przyjmujący z epizodem w Suntory Sunbirds Osaka dobrze spisał się w (przegranym) meczu przeciwko Bułgarii, gdzie potrafił znaleźć rozwiązania przeciwko wysokiej linii bułgarskiego bloku.\nMocne strony Kurde no nie za wiele tego Nie mają nic do stracenia? Swój teren Predykcja Gładkie 3-0 dla Japonii - kompletem zwycięstw zasłużyli sobie na najsłabszego przeciwnika w całej stawce.\nPodsumowanie O ile w meczu Słowenii z Turcją można sobie wyobrazić jakąś większą rywalizację, a może nawet niespodziankę, o tyle spotkanie Japonii z Chinami to chyba czysta formalność. Na pewno warto obserwować Słowenię żeby po pierwsze: zobaczyć czy poradzą sobie z pierwszą przeszkodą na ich drodze, a po drugie, wyczuć w jakiej są formie i czy mogą zagrozić faworytom w tym turnieju. Ale akurat tak się złożyło, że ćwierćfinałowy obiad dwudaniowy zostanie zaserwowany dzień później, bo drugiego dnia mamy i mecz czwartego z piątym miejscem i mecz Polaków. Jutro nastawiam się raczej na przystawki, ale liczę, że narobią chociaż trochę apetytu.\nScreenshot ze strony volleyball.world, organizatora VNL\n","date":"2026-07-28T17:50:00+01:00","image":"/p/vnl-quarterfinals-1/schedule.jpeg","permalink":"/p/vnl-quarterfinals-1/","title":"Liga Narodów mężczyzn - pierwsze ćwierćfinały"}]